Dr n. pr. Marek Woch ostrzega: Senatorowie Donalda Tuska chcą zrobić z Ministra Sprawiedliwości organizatora wyborów i zwierzchnika komisarzy

Punktem wyjścia jest projekt senacki z 18 lutego 2026 r. (druk 638) zgłoszony przez senatorów Koalicji Obywatelskiej, który gruntownie przebudowuje administrację wyborczą po wyborach prezydenckich 2025 r. W uzasadnieniu jako pretekst wskazuje się liczne protesty oraz nieprawidłowości przy wydawaniu kart i liczeniu głosów, co – zdaniem projektodawców – miało podważyć zaufanie obywateli do państwa.

W tle znajduje się jednak zasadnicza zmiana filozofii organizacji wyborów: odejście od modelu, w którym kluczowe kompetencje kadrowe i organizacyjne spoczywają przy ministrze właściwym do spraw administracji (MSWiA) i samorządach, a wzmocnienie roli Ministra Sprawiedliwości, polityka bezpośrednio zależnego od aktualnej większości rządowej. Projekt przewiduje m.in.:

  • przeniesienie kompetencji nominacyjnych dotyczących komisarzy wyborczych z MSWiA na Ministra Sprawiedliwości;
  • ograniczenie kręgu kandydatów na komisarzy wyłącznie do sędziów oraz zmniejszenie ich liczby ze 100 do 49;
  • natychmiastowe wygaszenie kadencji wszystkich obecnych komisarzy i urzędników wyborczych, mimo że Kodeks wyborczy przewiduje kadencję 5-letnią;
  • głębokie przetasowanie struktur administracji wyborczej w bardzo krótkim – około miesięcznym – vacatio legis.


Z punktu widzenia standardów państwa prawa i zasad prawa wyborczego to rozwiązanie kontrowersyjne na kilku poziomach.

  1. Upolitycznienie organizatora wyborów
    Minister Sprawiedliwości jest czynnym politykiem, obsadzanym i odwoływanym w trybie stricte politycznym, a jego resort jest z natury rzeczy miejscem sporu o prokuraturę, sądy, odpowiedzialność karną przedstawicieli poprzedniej władzy i inne kwestie o najwyższym ładunku partyjnym. Przekazanie mu roli „głównego kadrowego” administracji wyborczej oznacza w praktyce, że aparat, który odpowiada za przygotowanie i przeprowadzenie głosowania, trafia pod sterowność jednego obozu politycznego, i to w resorcie, który sam często jest stroną sporów dotyczących praworządności.
  2. Nagła wymiana całego aparatu wyborczego
    Projekt zakłada wygaszenie mandatów wszystkich komisarzy i urzędników wyborczych jedną ustawą, co de facto pozwala na „czystkę kadrową” w miesiąc. Taki zabieg:
    • narusza zaufanie do stabilności kadencyjności gwarantowanej dotąd przez Kodeks wyborczy;
    • otwiera drogę do obsadzania stanowisk wyłącznie osobami akceptowanymi politycznie przez Ministra Sprawiedliwości;
    • może być odebrany jako próba prewencyjnego zabezpieczenia się przed niewygodnymi urzędnikami w kontekście kolejnych wyborów.
 
  1. Konflikt z zasadą stabilności prawa wyborczego
    Prawo wyborcze – w orzecznictwie TK oraz rekomendacjach międzynarodowych – powinno być stabilne, a istotne zmiany zasad i organizacji nie powinny być dokonywane krótko przed wyborami. Tymczasem projekt dokonuje radykalnej zmiany architektury administracji wyborczej i czyni to w czasie, gdy równolegle Sejm proceduje własną nowelizację w tej samej materii, dotyczącą m.in. nowych funkcji w strukturze wyborczej i obsługi Centralnego Rejestru Wyborców. Dwa konkurencyjne procesy legislacyjne w kluczowej dziedzinie tworzą chaos nie do pogodzenia z zasadą pewności prawa.
  2. Ryzyka dla niezależności sędziów
    Ograniczenie funkcji komisarza wyborczego wyłącznie do sędziów na pierwszy rzut oka może wyglądać jak „odpolitycznienie”, ale w połączeniu z podporządkowaniem ich powoływania Ministrowi Sprawiedliwości tworzy model, w którym sędzia pełniący ważną funkcję wyborczą awansuje lub jest odwoływany decyzją polityka. To stoi w sprzeczności z ideą, że sędziowie mają być wolni od zewnętrznej presji, w tym kadrowej, ze strony władzy wykonawczej.
  3. Osłabienie realnej roli PKW
    Choć projekt formalnie pozostawia Państwową Komisję Wyborczą jako konstytucyjną centralną władzę nadzorczą, w praktyce przesuwa realne centrum decyzyjne na poziom ministra, który:

    • będzie miał wpływ na dobór osób organizujących wybory w terenie;
    • otrzyma instrumenty teleinformatyczne i administracyjne związane z obsługą wyborów, w tym powiązane z Centralnym Rejestrem Wyborców, który już wcześniej budził zastrzeżenia co do przejrzystości i społecznej kontroli.
 

Rzecznik Praw Obywatelskich już przy poprzednich zmianach kodeksu ostrzegał, że ograniczanie jawności rejestrów wyborców oraz przenoszenie ciężaru kontroli z poziomu gmin na centralne systemy, obsługiwane przez administrację rządową, osłabia społeczną kontrolę nad procesem wyborczym. Zestawienie tego z obecnym projektem – wzmacniającym rolę jednego politycznego ministra – zwielokrotnia te obawy.

  1. Polityczna odpowiedzialność Donalda Tuska
    Choć formalnie projekt jest senacki, odpowiada za niego większość tworzona przez Koalicję Obywatelską, kluczowego koalicjanta premiera Donalda Tuska. Oznacza to, że polityczne konsekwencje tej reformy – zarówno w wymiarze krajowym, jak i międzynarodowym (ocena standardów wyborczych, praworządności) – będą wprost przypisywane obecnemu obozowi rządzącemu i samemu premierowi. Jeżeli Minister Sprawiedliwości stanie się „organizatorem wyborów” w sensie kadrowym i administracyjnym, każde podejrzenie nadużycia czy stronniczości w organizacji głosowania zostanie automatycznie skojarzone z centrum rządu.
  2. Konsekwencje praktyczne dla samorządów i wyborców
    Reforma uderza również w dotychczasowy model współpracy samorządów z administracją wyborczą: część zadań i odpowiedzialności zostaje przesunięta w stronę scentralizowanych struktur pod kontrolą ministra. Może to oznaczać:
    • zmniejszenie autonomii lokalnego aparatu wyborczego (komisarzy, urzędników, obwodowych komisji) wobec centralnej władzy;
    • utrudnienia organizacyjne przy szybkiej wymianie kadr, z ryzykiem chaosu przy najbliższych wyborach;
    • wzrost liczby protestów wyborczych, jeśli obywatele uznają, że aparat – zbudowany przez ministra jednej opcji – nie zapewnia równych szans wszystkim uczestnikom gry politycznej.

Podsumowanie polityczne

Senatorowie związani z Panem Donaldem Tuskiem, proponując przekazanie kluczowej roli w organizacji wyborów Ministrowi Sprawiedliwości, biorą na siebie odpowiedzialność za bezprecedensowe upolitycznienie administracji wyborczej, gwałtowne przerwanie kadencji całego dotychczasowego aparatu i osłabienie roli PKW oraz samorządów. W praktyce oznacza to, że rządzący chcą stać się nie tylko uczestnikiem gry wyborczej, ale także jej organizatorem – co w świetle europejskich standardów demokratycznych jest rozwiązaniem skrajnie ryzykownym dla zaufania obywateli do uczciwości głosowania.

Udostępnij: